2019-11-29

Jak nie zwariować w Święta?

24 grudnia, 8:00 rano, poranek pełen przygotowań. W domu unosi się zapach pieczonego sernika, rozpoczyna się lepienie pierogów, przygotowywanie łazanek, śledzi, ryby po grecku. Choinka już ubrana, więc chociaż to już z głowy. Ale zaraz… prezenty przecież jeszcze niepopakowane.

Wszystko sobie zaplanowaliśmy, bo przecież w tym roku będzie inaczej, na spokojnie, bez nerwów. Już w południe zjeżdża się rodzina. Obiecali, że będą pomagać, jednak nikt się do tego nie rwie. Każdy jest spragniony wypicia kawy i już skubnąłby ciasta. W międzyczasie okazuje się, że sernik upiekł się z zakalcem, łazanki już się przypaliły, a ciasto na pierogi – twarde jak kamień. W związku z tymi wszystkimi niepowodzeniami kulinarnymi zaczynamy irytować się na naszych najbliższych, tych z którymi za parę godzin usiądziemy do jednego stołu i będziemy musieli cieszyć się tym, jakże doniosłym świętem. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego pomimo szczerych chęci nasze święta często są dalekie od naszych oczekiwań?

Może właśnie warto wspomnieć o oczekiwaniach, które nierzadko są nastawione na maksymalizację naszych przeżyć w czasie świątecznym. Jedzenie ma być oczywiście domowe, bo przecież nie wypada nam podać czegoś kupionego, wybitnie smaczne, bo miło by było usłyszeć pochwały od wszystkich, którzy go spróbują. Przede wszystkim jednak, nasz wspólnie spędzony czas musi być wyjątkowo magiczny i pełen miłości. Ale dlaczego musi? Dlaczego ulegamy takiej presji? Nie bez znaczenia w tym kontekście jest coraz większa amerykanizacja Świąt Bożego Narodzenia. Wielu z nas nazywa je Gwiazdką, kojarzy z Mikołajem ubranym w czerwony strój, który właśnie został zakorzeniony w kulturze przez popularną markę amerykańskiej coli. Coraz częściej w domach usłyszymy „Last Christmas”, zamiast polskich kolęd. Wielu z nas wybiera taką alternatywę, gdyż nie jest ona kojarzona z religią chrześcijańską. Efektem zmian w postrzeganiu Świąt jest rosnąca presja, aby nasze Święta były równie idealne jak świat wykreowany przez reklamodawców, obecny w zagranicznych świątecznych filmach, piosenkach i zmaterializowany w formie przepychu w galeriach handlowych w tym właśnie okresie. Jednocześnie wobec spadku głębszego znaczenia spotkania świątecznego (choćby poprzez dewaluację treści religijnych), jego forma staje się coraz bardziej wymagająca. Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzący, czy też nie, chcemy by ten czas odróżniał się od naszej codzienności, a stąd wynikać mogą wygórowane oczekiwania względem okresu Świąt Bożego Narodzenia, czy jak kto woli Gwiazdki.

Nastaje moment wyczekany, siadamy przy jednym stole. Nieistotne, czy w gronie najbliższej rodziny, czy jest nas o wiele więcej. Różnice zdań i poglądów to coś z czym dobrze by było się oswoić, w końcu każdy z nas to odrębna jednostka. To, że jesteśmy rodziną, nie musi oznaczać, że każdy z nas będzie się ze wszystkimi zgadzał. Ważne jest to, aby dać sobie przestrzeń na samodzielne myślenie. Zaakceptować fakt, że niekoniecznie nasz wieczór będzie tak bardzo magiczny jak to wygląda w telewizji, czy mediach społecznościowych. W gruncie rzeczy to właśnie nasze człowieczeństwo sprawia, że ten czas będzie prawdziwy.

Jak przeczytamy w książce Heleny Izdebskiej, pt. „Przyczyny konfliktów w rodzinie”, „ (…) aby człowiek człowiekowi był bratem (założenie równie piękne, jak i mało realne – przynajmniej tak było na przestrzeni minionych dziesiątków stuleci), trzeba dążyć do tego, aby nie był mu ‘wilkiem’ – dla własnego i innych ludzi dobra”. Te odrobinę naiwne przesłanie zwraca uwagę na istotę powstawania kłótni. Nie musimy wszystkich uwielbiać, spędzać z nimi czasu w harmonii, ale przynajmniej starajmy się nie być czyimś wrogiem.

Jak się nie pokłócić przy świątecznej kolacji? Trudno o jedną receptę. Klucz w tym, żeby zdobyć się na odrobinę wyrozumiałości dla pozostałych. Prawdopodobnie nie każdego przy naszym stole będzie na to stać, ale chociaż my możemy być osobą, która nie doleje oliwy do ognia i nie zaogni konfliktu. Jednak najważniejsze, nie ulegajmy rozczarowaniu. To że ten wieczór nie będzie tak idealny jak sobie wymarzyliśmy nie znaczy, że nie może stać się ważnym doświadczeniem budującym bliskie relacje.

Wesołych (a raczej normalnych) Świąt!

Kaja Maciejewska
Ośrodek Psychoterapii i Psychiatrii Psyche Plus
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel